Quantum of S…

…HIT! Absolutnie!

Quantum of Solace


Miałem hmm “przyjemność” uczestniczyć wczoraj w premierze najnowszego filmu z serii 007. Cała sala porezerwowana, projekcja o 0:07 (bo jakby inaczej, szkoda że wszędzie w kinie wyświetlane było 00:07 – mało bondowsko). Szkoda też, że premiera nie była siódmego dnia miesiąca (co wypadałoby dziś, piątkowo, bardziej premierowo…) Jestem niewyspany, oczywiście premiera była siódmego ;)

Nie będę się tu rozpisywał, że byłem lekko zawiedziony faktem, iż poza oplakatowaniem kina, nastrój był mało “premierowy”. Kilka razy w życiu byłem na premierach dobrych filmów i niekiedy dystrybutor się postarał – jakaś dekoracja, hostessa w klimacie filmu, raz nawet dostałem jakiś gadżet – w stylu mini-maskotka, tak czy inaczej zupełnie inaczej się pamięta taką projekcję.

Przed seansem wiadomo są reklamy. Tu kolejne rozczarowanie – razem z trailerami trwały 33 minuty. To po co w takim razie robić wielkie halo z powodu seansu o godzinie 0:07? Mogli zaprosić wszystkich do kina na 23:30 i faktycznie rozpocząć film o 0:07. Pomijam fakt, iż premiera odbywała się “w środku tygodnia”, gdy większość z nas o północy to raczej idzie spać lub już śpi – bo rano trzeba do pracy/szkoły/gdziekolwiek. Szybki rachunek pokazał, że skoro filmy trwają średnio ok. 100 minut – będziemy siedzieć w kinie do ok. 2:20. Super.

Quantum of Solace

No i zaczął się film. Nie będę tu oczywiście zdradzał szczegółów, bo to trochę nieelegancko. Ale warto wypunktować kilka faktów:

  • Ilość ciekawych gadżetów w aucie Bonda – 0
  • Ilość martini z wódką wypite przez Bonda – 0
  • Ilość kobiet malowniczo uwiedzionych przez Bonda (poza “dziewczyną Bonda”) – 0
  • Ilość ciekawych, SPÓJNYCH wątków na których opiera się film – raczej również 0
  • Ilość osób z naszej 6-osobowej grupy która przysnęła na filmie – 3 (lub 4 w zależności od kryteriów, mnie udało się przetrwać)
  • Ilość razy, gdy jednak oczy mi się zamykały – ok. 10

Montaż chaotyczny, w wielu miejscach przesadzona prędkość akcji – nie wiadomo na czym skupić wzrok. Jeśli spodziewacie się kolejnego kroku po Casino Royale, w którym Bond w aucie miał nawet defibrylator – możecie poczuć się zawiedzeni. Oprócz szybkiego auta i telefonu z super-GPSem (a to zwykły Sony-Ericsson) praktycznie nie istnieją w tym filmie ani gadżety ani znane z innych Bondów triki. Naturalnie produktów jest cała masa – łącznie z reklamowanymi przed filmem telefonem Bonda, Sony-Ericsson C902 oraz prefumami Bond Girl sprzedawanymi przez Avon. W samym filmie ilość product placement’u przekracza miejscami próg bólu, no ale ktoś musiał wyłożyć pieniądze na film którego budżet przekroczył 200 milionów dolarów.

Jeszcze przed seansem musiałem zapinkalać na stację benzynową po Pepsi, bo w Multikinie mają tylko Coca-Colę. Koniec końców dotarłem do domu na 3:00, a do pracy trzeba wstać na 9:00. Pewnie i tak było warto, bo teraz mogę z czystym sumieniem, jako jeden z pierwszych narzekać na to, co mi się w filmie nie podobało.

Na koniec:

  • Bilet na premierę – 18 PLN
  • 1L Pepsi na BP – 5 PLN
  • Przekąski przed projekcją – 6 PLN
  • Dowiedzieć się, ok. godziny 2:00 w nocy mając w perspektywie ok. 5 godzin snu przed kolejnym dniem, czego szukał Bond a co tajemnicza organizacja przestępcza o której nikt nic nie wie, chce wykorzystać do przejęcia kontroli nad światem – BEZCENNE

I tak, było też kilka super scen i naprawdę dobrych momentów. Nie wchodzę w szczegóły, bo nie lubię spoilerów. Chyba trzeba po prostu iść i samemu ocenić ;)

dodajdo

Jeden komentarz do “Quantum of S…”

  1. Dominik Koza:

    A słowa: “Mam problem ze znalezieniem papeterii, pomożesz mi?”, nie są wystarczająco urokliwe jak na Bonda?

    Film polecam, to Bond – i choć to częsty argument, trudno się z nim kłócić.

Dodaj komentarz

* pola wymagane